Dziewczynka w za dużym ciągnącym się za nią płaszczu zawahała się przed tunelem stworzonym z mgły. To było przejście do Perspektywy Zdarzeń, granicy pomiędzy wymiarami: światem ludzi, niebem i piekłem, do miejsca gdzie tacy jak ona mogą żyć w spokoju. Nigdy nie śmiała nawet marzyć o takim miejscu, było zbyt piękne by mogło być prawdziwe.
Odkąd pamięta była poniżana, bita, nikt, nawet jej rodzice i młodsza normalna siostra jej nie kochali. Nie miała co liczyć na ciepło, pomoc zrozumienie. Przyzwyczaiła się do tego, że jak przechodziła ulicą ludzie omijali ją szerokim łukiem jakby była nosicielem jakiejś zakaźnej śmiertelnej choroby, wszędzie widziała pogardliwe, nienawistne spojrzenia. Jedynym powodem, dla którego jeszcze nie zginęła w jakimś "tajemniczym wypadku" było to, że ludzie bali się jej i tylko ten strach przed nią, silniejszy od nienawiści jaką ją darzyli, nie raz ratował jej życie.
A teraz wszystko miało się zmienić. Miało się zmienić na lepsze... Wciąż nie mogła w to uwierzyć.
Uśmiechnęła się lekko do swojego towarzysza. Polubiła go. Wcześniej zabrał ją do otwartego całodobowo McDonalda. Pierwszy raz w życiu jadła hamburgera i to nie takiego, którego udało jej się wygrzebać, pierwszy raz w życiu jadła coś pysznego, świeżego, specjalnie dla niej. Zjadła również duże frytki, a to wszystko popiła colą. Pierwszy raz odkąd pamięta, miała pełny brzuch, pierwszy raz odkąd pamięta czuła się szczęśliwa.
Pitch Black był jedyną osobą, która była dla niej miła. Nawet oddał jej swój długi czarny płaszcz widząc, że trzęsie się z zimna. Zastanawiała się czy to tak właśnie jest mieć rodziców, którzy troszczą się o swoje dzieci. Jej rodzice zawsze chcieli się jej pozbyć, nie lubiła swojego domu, zawsze dbali tylko o Annę, jej młodszą normalną siostrę, Elsa była traktowana jak przekleństwo, a przecież nic złego nie zrobiła.,,
Pierwsze co zobaczyła po przejściu przez mglisty portal były wysokie ostre ciemne skały i zachmurzone złowrogie niebo. Jednak gdy jej opiekun poprowadził ją dalej do ukrytego pomiędzy wzgórzami wąwozu zobaczyła zarys wioski. Widziała dzieci grające w piłkę nożną, rozmawiające kobiety, które kątem oka obserwowały poczynania swoich pociech, kobiety mężczyzna zajętych swoimi sprawami. Widziała małe domki, szałasy, słyszała ujadanie psów.
-Dlaczego to wszystko jest ukryte?- spytała pełnymi zachwytu oczami.
-Widzisz Elso... Nikt nie lubi mieszańców. Na ulicach częściej spotkasz kundle niż rasowe psy, a te zobaczysz tylko na spacerach prowadzone przez swych właścicieli, a gdy się zgubią od razu zaczynają ich szukać. Mieszańce, tak zwane kundle w większości zdane są na siebie, ich nikt nie szuka, a nierzadko się zdarza, że ktoś kopnie takiego psa tylko i wyłącznie dlatego, że po prostu się napatoczył. Z nami jest podobnie, ani ludzie, ani tym bardziej demony nas nie uznają. Dla tych drugich jesteśmy niczym, jak karaluchy, dla aniołów niczym od demonów się nie różnimy. Dlatego właśnie musimy się ukrywać, bo wszystkie nacje nam zagrażają, a nas jest zbyt mało by im się przeciwstawić.- Elsa spojrzała na jego jednocześnie, zamyślony, poważny i smutny wyraz twarzy.
-Jestem Whisper, a ty kto? Jeszcze nigdy cię tu nie widziałam.-zaszczebiotała nagle latająca nad głową Elsy dziewczynka z krótkimi czarnymi włosami, która zawisła w powietrzu na małych skrzydłach podobnych do skrzydeł nietoperzy. Elsa odskoczyła wystraszona i pisnęła cicho. Czarnowłosa zrobiła beczkę w powietrzu i przyjrzała się badawczo wystraszonej białowłosej dziewczynce, która chowała się za swoim opiekunem. Ten lekko się uśmiechnął.
-Nie bój się Elso, Whisper musisz wybaczyć, Elsa jest tu nowa, wcześniej mieszkała w świecie ludzi.
Czarnowłosa pokiwała głową z mieszaniną powagi i zrozumienia, jednak szybko uśmiechnęła się szeroko i błysnęła radośnie oczami: jednym brązowym, drugim złotym ze zwężoną jak u kota źrenicą.
-Ale fajnie! Poznałam cię pierwsza!-krzyknęła pociągając Elsę za sobą.-Oprowadzę cię po wiosce!- Białowłosa musiała biec by za nią nadążyć. Uśmiechnęła się do opiekuna, później do nowo poznanej skrzydlatej koleżanki. Pierwszy raz miała szansę się zaprzyjaźnić, w jej oczach pojawiły się łzy szczęścia, bo nareszcie znalazła to o czym tak bardzo marzyła... dom...
***
- Szybciej! Szybciej!- powiedział jakiś ogromny, silny mężczyzna o zielonych oczach.
- Nie mogę lecieć szybciej.- powiedział zdyszany chłopiec o białych jak śnieg włosach.
- Możesz tylko ci się nie chce. Jacku Overland! Popatrz na innych. Nie dorastasz im do pięt!- krzyknął. Rzeczywiście, reszta już dawno go wyprzedziła, a chociaż ona starał się jak mógł wlókł się za nimi w tyle. Zawsze był tym ostatnim, zawsze tym najgorszym.
Chłopiec poczuł się okropnie. Zawsze był poniżany przez rówieśników. Był jednym z Archaniołów i przechodził właśnie trening latania. Zawsze był najgorszy. Inne anioły opanowały już swoje moce a on nawet ich nie poznał. Nie wiedział po co tu jest a tym bardziej dlaczego go tak nie lubią. Odkąd tylko pamiętał nie radził sobie wśród nich i czuł się nieswojo.
- Nie nadajesz się do niczego! - krzyknął mężczyzna po czym odleciał i spojrzał na niego jak na coś bezwartościowego, z czym już nic nie da się zrobić.
Jack leżał teraz na chmurze obok i łkał po cichu. Facet miał rację, poświęcił mu tyle czasu a on tego nie wykorzystał. Po co on tu w ogóle był? Zadawał sobie to pytanie od dawna. Miał już tego wszystkiego dość, ale co mógł zrobić? Nic, nic nie mógł zrobić.
Szybko wytarł swoje łzy, wstydził się tego, że płacze z tego powodu oraz tego, że okazał słabość, na szczęście był sam. Odetchnął z ulgą, że nikt nie zauważył jego chwili słabości, bo "koledzy" z rocznika uczyniliby mu z życia jeszcze większe piekło niż ma do tej pory. Najsłabsi zawsze mają przechlapane, w każdym roczniku się taki znajdzie, przecież kiedyś w młodości jego mentor o "nerwach ze stali" (pomimo tego, że tak mówi dość często puszczają) sam na początku był kozłem ofiarnym przez to, że miał zamiłowanie do sztuki, ale pokazał wszystkim, gdy osiągnął najlepsze wyniki w Próbie i gdy okiełznał swoją moc tworzenia siłą podziemnych tuneli.
A on co robi? Mazgai się i beczy w chmurę.
-Uuuu, nasza dzidzia znowu płacze!- Jack aż odskoczył gdy nagle spod chmury wyłonił się Nick, wyższy i silniejszy od niego niebieskooki brunet, wraz ze swoją świtą.
Niechciana
Jest to historia o zagubionej, samotnej dziewczynie, która dołącza do strony zła. Zapraszamy do czytania ;)
niedziela, 5 lipca 2015
czwartek, 2 lipca 2015
Powiadomienie
Hej. Co do rozdziału to myślę że pojawi się w tym tygodniu jak się wyrobimy oczywiście. Chciałam też ogłosić że pomimo tego że pod postem pojawia się nazwa jednej z nas to posty piszemy wspólnie. :) Myślę, że to wam nie przeszkadza. Dzisiaj zamierzam się przyłożyć do drugiej części rozdziału bo pierwsza jest napisana :) pozdrawiam.
niedziela, 28 czerwca 2015
Prolog
Oparła się o ścianę prawie całodobowej restauracji "U Grantha" w jednym z ciemnych, mało uczęszczanych zaułków.
Opatuliła się szczelniej poniszczonym płaszczykiem, już dawno z niego wyrosła, ale to była jedyna ciepła rzecz jaka miała, a noc pomimo tego, że wczesno-jesienna była wyjątkowo chłodna. Spojrzała na gwiazdy, jej ulubiony widok. Kochała ich piękno, bo były jedyną piękną rzeczą w jej życiu. Zawsze mogła liczyć na ich kojący blask.
Usiadła na brudną ulicę, schowana za jednym z kontenerów na śmieci. Westchnęła i zaczęła chuchać w swoje zmarznięte dłonie, by choć trochę je ogrzać. Można by pomyśleć, że komuś takiemu jak ona chłód nie powinien przeszkadzać, było jednak na odwrót.
Usłyszała hałas i wychyliła głowę zza kontenera. Byli to wychodzący z restauracji ludzie. Najedzeni klienci restauracji. Zerknęła na nich swoimi dużymi proszącymi oczami. Czuła, że oni jej nie pomogą, nikt nie chciał jej pomóc. Ale mimo to zawsze była znikła nadzieja, że chociaż rzucą jej kawałek chleba. Oni jednak spojrzeli na nią z mieszaniną obrazy i obrzydzenia. Obchodzili ją szerokim łukiem, jakby była nosicielka jakiejś śmiertelnej, zakaźnej choroby.
- Dziwaczka. - powiedział jeden do drugiego zezując ukradkiem na dziewczynkę.
- Ale pewnie nie trafiła tu przez przypadek. Ona coś knuje... Już ja o tym wiem. - rzucił drugi spuszczając z niej wzrok. Udali się teraz w stronę baru, który znajdował się jedną przecznicę dalej.
- "Och, kolejni idioci..." - pomyślała i udała się do środka restauracji, łapiąc się za głośno burczący brzuch. Nie pamiętała kiedy ostatnio jadła. Idąc zauważyła wiele nieznanych wcześniej twarzy, na których malowała się odraza jak i strach. Strach przed nią, małą, chuderlawą, dziesięcioletnią dziewczynką. Wyglądało to co najmniej dziwacznie choć i przerażająco. Unosił się tam zapach pieczonego mięsa, którego nigdy wcześniej nie jadła. Aż jej ślinka trochę pociekła od tego wspaniałego zapachu. Ludzie siedzący przy stolikach, raz po raz spoglądali w jej kierunku, sprawdzając czy aby za bardzo się do nich nie zbliża.
-A ty co tu robisz? Wynocha mi stąd.- nagle wyrósł przed nią wysoki i silny właściciel restauracji. mierzył ją groźnym spojrzeniem, a dłoń zaciskał na gotowym do użycia kiju bejsbolowym. Spojrzała na niego wystraszona, wiedziała, że pora uciekać. Cofała się w stronę wyjścia, nie spuszczając wzroku z właściciela, gdy była wystarczająco blisko drzwi, rzuciła się pędem. Gdy przechodziła przez próg, została gwałtownie popchnięta, że straciła równowagę i spadła po kilku betonowych stopniach, wprost w błotnistą kałużę.
-I żebym cię tu więcej nie widział!- drzwi zamknęły się z trzaskiem. Ona podniosła się i poszła do swojej kryjówki za kontenerem. Licząc, że jak zamkną restaurację, zostaną jakieś resztki, które jeszcze nadają się do zjedzenia. To właśnie jadła, odpadki z restauracji, jeszcze na tyle dobre, by się po nich nie rozchorowała, nie miała co liczyć na coś lepszego.
Nawet jak przez kilka miesięcy była w sierocińcu, po tym jak uciekła z domu, nie dostawała nic lepszego niż to co zostanie, bo nikt inny tego nie zje.
Czasem nachodziły ją myśli, że lepiej umrzeć na ulicy, niż żyć tak jak teraz.
Światła na kolorowych billboardach zaczynały gasnąć, spuszczano rolety, ulica pustoszała.
Dziewczynka westchnęła oparła się o ścianę kontenera, w oczekiwaniu na sen, który wyrwie ją z tego koszmaru.
Nagle usłyszała kroki. Gwałtownie się podniosła. O tej porze, nikt się tu nie kręci. Nawet bezdomni tacy jak ona, teraz chowają się w jakichś dziurach czy szczelinach pomiędzy budynkami.
Kroki brzmiały coraz bliżej, nieznajomy wyraźnie szedł w jej kierunku.
Powoli rozglądając się w okół wyszła zza kontenera, z lekko uniesionymi dłońmi, gotowymi do samoobrony. Nie chciała nikogo krzywdzić, co definitywnie przypięło jej łatkę potwora, ale jeśli nie miała innego wyjścia. Wiedziała, że jeśli ktoś jej szuka to wcale nie ma dobrych intencji.
-Stać, kto idzie?!- krzyknęła drżącym głosem, rozglądając się w poszukiwaniu niebezpieczeństwa.
Widziała wysoką odzianą w czerń postać, w czarnym kapeluszu, cień ronda zasłaniał postaci oczy. Mężczyzna w czarnym płaszczu, coraz bardziej się do niej zbliżał. Przestraszona przywarła plecami do ściany.
-Powiedziałam, stać! -krzyknęła przerażona, a z jej dłoni, które pokryły się szronem zaczął wydobywać się zimny lodowy blask. Na mężczyźnie jednak nie zrobiło to zbytniego wrażenia. Machnęła dłonią, a lodowe zaklęcie sprawiło, że ze ściany obok niego zaczęły wyrastać lodowe kolce.
Mężczyzna pochylił się nad nią i uśmiechnął delikatnie. Nagle cały strach, jaki ją ogarniał zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mężczyzna zdjął kapelusz i podał jej dłoń.
Przyjęła ją.
-Nie ma się czego bać, mała. Jesteśmy tacy sami.- Rzeczywiście, jedno oko mężczyzny, było zwykłe, szare, ludzkie. Drugie zaś przerażająco czerwone, tak samo jak u dziewczynki. Uśmiechnęła się delikatnie.
-Jestem Pitch Black, a ty?- spytał. Przez chwilę się wahała, już dawno nikt nie wołał ją po imieniu, ni wiedziała, czy mu je zdradzić.
-Elsa- wyszeptała w końcu.
Opatuliła się szczelniej poniszczonym płaszczykiem, już dawno z niego wyrosła, ale to była jedyna ciepła rzecz jaka miała, a noc pomimo tego, że wczesno-jesienna była wyjątkowo chłodna. Spojrzała na gwiazdy, jej ulubiony widok. Kochała ich piękno, bo były jedyną piękną rzeczą w jej życiu. Zawsze mogła liczyć na ich kojący blask.
Usiadła na brudną ulicę, schowana za jednym z kontenerów na śmieci. Westchnęła i zaczęła chuchać w swoje zmarznięte dłonie, by choć trochę je ogrzać. Można by pomyśleć, że komuś takiemu jak ona chłód nie powinien przeszkadzać, było jednak na odwrót.
Usłyszała hałas i wychyliła głowę zza kontenera. Byli to wychodzący z restauracji ludzie. Najedzeni klienci restauracji. Zerknęła na nich swoimi dużymi proszącymi oczami. Czuła, że oni jej nie pomogą, nikt nie chciał jej pomóc. Ale mimo to zawsze była znikła nadzieja, że chociaż rzucą jej kawałek chleba. Oni jednak spojrzeli na nią z mieszaniną obrazy i obrzydzenia. Obchodzili ją szerokim łukiem, jakby była nosicielka jakiejś śmiertelnej, zakaźnej choroby.
- Dziwaczka. - powiedział jeden do drugiego zezując ukradkiem na dziewczynkę.
- Ale pewnie nie trafiła tu przez przypadek. Ona coś knuje... Już ja o tym wiem. - rzucił drugi spuszczając z niej wzrok. Udali się teraz w stronę baru, który znajdował się jedną przecznicę dalej.
- "Och, kolejni idioci..." - pomyślała i udała się do środka restauracji, łapiąc się za głośno burczący brzuch. Nie pamiętała kiedy ostatnio jadła. Idąc zauważyła wiele nieznanych wcześniej twarzy, na których malowała się odraza jak i strach. Strach przed nią, małą, chuderlawą, dziesięcioletnią dziewczynką. Wyglądało to co najmniej dziwacznie choć i przerażająco. Unosił się tam zapach pieczonego mięsa, którego nigdy wcześniej nie jadła. Aż jej ślinka trochę pociekła od tego wspaniałego zapachu. Ludzie siedzący przy stolikach, raz po raz spoglądali w jej kierunku, sprawdzając czy aby za bardzo się do nich nie zbliża.
-A ty co tu robisz? Wynocha mi stąd.- nagle wyrósł przed nią wysoki i silny właściciel restauracji. mierzył ją groźnym spojrzeniem, a dłoń zaciskał na gotowym do użycia kiju bejsbolowym. Spojrzała na niego wystraszona, wiedziała, że pora uciekać. Cofała się w stronę wyjścia, nie spuszczając wzroku z właściciela, gdy była wystarczająco blisko drzwi, rzuciła się pędem. Gdy przechodziła przez próg, została gwałtownie popchnięta, że straciła równowagę i spadła po kilku betonowych stopniach, wprost w błotnistą kałużę.
-I żebym cię tu więcej nie widział!- drzwi zamknęły się z trzaskiem. Ona podniosła się i poszła do swojej kryjówki za kontenerem. Licząc, że jak zamkną restaurację, zostaną jakieś resztki, które jeszcze nadają się do zjedzenia. To właśnie jadła, odpadki z restauracji, jeszcze na tyle dobre, by się po nich nie rozchorowała, nie miała co liczyć na coś lepszego.
Nawet jak przez kilka miesięcy była w sierocińcu, po tym jak uciekła z domu, nie dostawała nic lepszego niż to co zostanie, bo nikt inny tego nie zje.
Czasem nachodziły ją myśli, że lepiej umrzeć na ulicy, niż żyć tak jak teraz.
Światła na kolorowych billboardach zaczynały gasnąć, spuszczano rolety, ulica pustoszała.
Dziewczynka westchnęła oparła się o ścianę kontenera, w oczekiwaniu na sen, który wyrwie ją z tego koszmaru.
Nagle usłyszała kroki. Gwałtownie się podniosła. O tej porze, nikt się tu nie kręci. Nawet bezdomni tacy jak ona, teraz chowają się w jakichś dziurach czy szczelinach pomiędzy budynkami.
Kroki brzmiały coraz bliżej, nieznajomy wyraźnie szedł w jej kierunku.
Powoli rozglądając się w okół wyszła zza kontenera, z lekko uniesionymi dłońmi, gotowymi do samoobrony. Nie chciała nikogo krzywdzić, co definitywnie przypięło jej łatkę potwora, ale jeśli nie miała innego wyjścia. Wiedziała, że jeśli ktoś jej szuka to wcale nie ma dobrych intencji.
-Stać, kto idzie?!- krzyknęła drżącym głosem, rozglądając się w poszukiwaniu niebezpieczeństwa.
Widziała wysoką odzianą w czerń postać, w czarnym kapeluszu, cień ronda zasłaniał postaci oczy. Mężczyzna w czarnym płaszczu, coraz bardziej się do niej zbliżał. Przestraszona przywarła plecami do ściany.
-Powiedziałam, stać! -krzyknęła przerażona, a z jej dłoni, które pokryły się szronem zaczął wydobywać się zimny lodowy blask. Na mężczyźnie jednak nie zrobiło to zbytniego wrażenia. Machnęła dłonią, a lodowe zaklęcie sprawiło, że ze ściany obok niego zaczęły wyrastać lodowe kolce.
Mężczyzna pochylił się nad nią i uśmiechnął delikatnie. Nagle cały strach, jaki ją ogarniał zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mężczyzna zdjął kapelusz i podał jej dłoń.
Przyjęła ją.
-Nie ma się czego bać, mała. Jesteśmy tacy sami.- Rzeczywiście, jedno oko mężczyzny, było zwykłe, szare, ludzkie. Drugie zaś przerażająco czerwone, tak samo jak u dziewczynki. Uśmiechnęła się delikatnie.
-Jestem Pitch Black, a ty?- spytał. Przez chwilę się wahała, już dawno nikt nie wołał ją po imieniu, ni wiedziała, czy mu je zdradzić.
-Elsa- wyszeptała w końcu.
Coś na początek
Witamy tu Elsacoldforever i Niewidzialna Forever ! :) Połączyłyśmy siły by stworzyć nowego bloga.
Jest to trochę (no dobra, bardzo) inna historia o zapewne znanej wam parze Jelsie.
Oto trochę mroczna historia, o demonach, aniołach, półdemonach z Jackiem i Elsą w rolach głównych, zapraszamy!!!
Jest to trochę (no dobra, bardzo) inna historia o zapewne znanej wam parze Jelsie.
Oto trochę mroczna historia, o demonach, aniołach, półdemonach z Jackiem i Elsą w rolach głównych, zapraszamy!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
