Oparła się o ścianę prawie całodobowej restauracji "U Grantha" w jednym z ciemnych, mało uczęszczanych zaułków.
Opatuliła się szczelniej poniszczonym płaszczykiem, już dawno z niego wyrosła, ale to była jedyna ciepła rzecz jaka miała, a noc pomimo tego, że wczesno-jesienna była wyjątkowo chłodna. Spojrzała na gwiazdy, jej ulubiony widok. Kochała ich piękno, bo były jedyną piękną rzeczą w jej życiu. Zawsze mogła liczyć na ich kojący blask.
Usiadła na brudną ulicę, schowana za jednym z kontenerów na śmieci. Westchnęła i zaczęła chuchać w swoje zmarznięte dłonie, by choć trochę je ogrzać. Można by pomyśleć, że komuś takiemu jak ona chłód nie powinien przeszkadzać, było jednak na odwrót.
Usłyszała hałas i wychyliła głowę zza kontenera. Byli to wychodzący z restauracji ludzie. Najedzeni klienci restauracji. Zerknęła na nich swoimi dużymi proszącymi oczami. Czuła, że oni jej nie pomogą, nikt nie chciał jej pomóc. Ale mimo to zawsze była znikła nadzieja, że chociaż rzucą jej kawałek chleba. Oni jednak spojrzeli na nią z mieszaniną obrazy i obrzydzenia. Obchodzili ją szerokim łukiem, jakby była nosicielka jakiejś śmiertelnej, zakaźnej choroby.
- Dziwaczka. - powiedział jeden do drugiego zezując ukradkiem na dziewczynkę.
- Ale pewnie nie trafiła tu przez przypadek. Ona coś knuje... Już ja o tym wiem. - rzucił drugi spuszczając z niej wzrok. Udali się teraz w stronę baru, który znajdował się jedną przecznicę dalej.
- "Och, kolejni idioci..." - pomyślała i udała się do środka restauracji, łapiąc się za głośno burczący brzuch. Nie pamiętała kiedy ostatnio jadła. Idąc zauważyła wiele nieznanych wcześniej twarzy, na których malowała się odraza jak i strach. Strach przed nią, małą, chuderlawą, dziesięcioletnią dziewczynką. Wyglądało to co najmniej dziwacznie choć i przerażająco. Unosił się tam zapach pieczonego mięsa, którego nigdy wcześniej nie jadła. Aż jej ślinka trochę pociekła od tego wspaniałego zapachu. Ludzie siedzący przy stolikach, raz po raz spoglądali w jej kierunku, sprawdzając czy aby za bardzo się do nich nie zbliża.
-A ty co tu robisz? Wynocha mi stąd.- nagle wyrósł przed nią wysoki i silny właściciel restauracji. mierzył ją groźnym spojrzeniem, a dłoń zaciskał na gotowym do użycia kiju bejsbolowym. Spojrzała na niego wystraszona, wiedziała, że pora uciekać. Cofała się w stronę wyjścia, nie spuszczając wzroku z właściciela, gdy była wystarczająco blisko drzwi, rzuciła się pędem. Gdy przechodziła przez próg, została gwałtownie popchnięta, że straciła równowagę i spadła po kilku betonowych stopniach, wprost w błotnistą kałużę.
-I żebym cię tu więcej nie widział!- drzwi zamknęły się z trzaskiem. Ona podniosła się i poszła do swojej kryjówki za kontenerem. Licząc, że jak zamkną restaurację, zostaną jakieś resztki, które jeszcze nadają się do zjedzenia. To właśnie jadła, odpadki z restauracji, jeszcze na tyle dobre, by się po nich nie rozchorowała, nie miała co liczyć na coś lepszego.
Nawet jak przez kilka miesięcy była w sierocińcu, po tym jak uciekła z domu, nie dostawała nic lepszego niż to co zostanie, bo nikt inny tego nie zje.
Czasem nachodziły ją myśli, że lepiej umrzeć na ulicy, niż żyć tak jak teraz.
Światła na kolorowych billboardach zaczynały gasnąć, spuszczano rolety, ulica pustoszała.
Dziewczynka westchnęła oparła się o ścianę kontenera, w oczekiwaniu na sen, który wyrwie ją z tego koszmaru.
Nagle usłyszała kroki. Gwałtownie się podniosła. O tej porze, nikt się tu nie kręci. Nawet bezdomni tacy jak ona, teraz chowają się w jakichś dziurach czy szczelinach pomiędzy budynkami.
Kroki brzmiały coraz bliżej, nieznajomy wyraźnie szedł w jej kierunku.
Powoli rozglądając się w okół wyszła zza kontenera, z lekko uniesionymi dłońmi, gotowymi do samoobrony. Nie chciała nikogo krzywdzić, co definitywnie przypięło jej łatkę potwora, ale jeśli nie miała innego wyjścia. Wiedziała, że jeśli ktoś jej szuka to wcale nie ma dobrych intencji.
-Stać, kto idzie?!- krzyknęła drżącym głosem, rozglądając się w poszukiwaniu niebezpieczeństwa.
Widziała wysoką odzianą w czerń postać, w czarnym kapeluszu, cień ronda zasłaniał postaci oczy. Mężczyzna w czarnym płaszczu, coraz bardziej się do niej zbliżał. Przestraszona przywarła plecami do ściany.
-Powiedziałam, stać! -krzyknęła przerażona, a z jej dłoni, które pokryły się szronem zaczął wydobywać się zimny lodowy blask. Na mężczyźnie jednak nie zrobiło to zbytniego wrażenia. Machnęła dłonią, a lodowe zaklęcie sprawiło, że ze ściany obok niego zaczęły wyrastać lodowe kolce.
Mężczyzna pochylił się nad nią i uśmiechnął delikatnie. Nagle cały strach, jaki ją ogarniał zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mężczyzna zdjął kapelusz i podał jej dłoń.
Przyjęła ją.
-Nie ma się czego bać, mała. Jesteśmy tacy sami.- Rzeczywiście, jedno oko mężczyzny, było zwykłe, szare, ludzkie. Drugie zaś przerażająco czerwone, tak samo jak u dziewczynki. Uśmiechnęła się delikatnie.
-Jestem Pitch Black, a ty?- spytał. Przez chwilę się wahała, już dawno nikt nie wołał ją po imieniu, ni wiedziała, czy mu je zdradzić.
-Elsa- wyszeptała w końcu.
Jest to historia o zagubionej, samotnej dziewczynie, która dołącza do strony zła. Zapraszamy do czytania ;)
niedziela, 28 czerwca 2015
Coś na początek
Witamy tu Elsacoldforever i Niewidzialna Forever ! :) Połączyłyśmy siły by stworzyć nowego bloga.
Jest to trochę (no dobra, bardzo) inna historia o zapewne znanej wam parze Jelsie.
Oto trochę mroczna historia, o demonach, aniołach, półdemonach z Jackiem i Elsą w rolach głównych, zapraszamy!!!
Jest to trochę (no dobra, bardzo) inna historia o zapewne znanej wam parze Jelsie.
Oto trochę mroczna historia, o demonach, aniołach, półdemonach z Jackiem i Elsą w rolach głównych, zapraszamy!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
